sobota, 16 listopada 2013

11 Rozdział

11 Rozdział

Oczami Seleny:
-Aaaaaa! -krzyknęłam przerażona i zerwałam się ze snu. Byłam cała zgrzana i przestraszona, zupełnie nie wiedziałam co się stało. Miałam jakiś koszmar. Bałam się znów zasnąć, bo nie chciałam powtórki z rozrywki. Wzięłam w dłoń szklankę z wodą, która stała na szafce nocnej i upiłam z niej połowę zawartości, odłożyłam ją z powrotem na miejsce i usiadłam na skraju łóżka, aby się trochę uspokoić. Byłam niewyspana, moje powieki ciągle się zamykały, ale bałam się zasnąć, po prostu się bałam. Wiem, że to dziwne, ale co ja poradzę? Mój oddech pomału się uspokajał, lecz znów przyśpieszył gdy usłyszałam hałas, który dobiegał zz okna. Wolnym krokiem podeszłam tam, aby sprawdzić co to. Okazało się, że okno było otwarte i wiatr obija je. Zamknęłam je i szybkim krokiem wyszłam z pokoju. Nie pomogło mi to, że w całym domu było ciemno. Doszłam ciemnym korytarzem do drzwi od sypialni Justina. Niepewnie chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. Justin tak słodko wyglądał, gdy spał, że nie chciało mi się go budzić, lecz musiałam. Podeszłam do łóżka i pogłaskałam go delikatnie po policzku, ten tylko zamruczał i uśmiechnął się, dalej śpiąc. 
-Justin -wyszeptałam mu do ucha.
-Selena? -zapytał pół przytomny. -Co ty tu robisz?
-Emm.....bo ja......no......miałam zły sen...i chciałam.....yyy.... -jąkałam się.
-Tak? -zapytał z uśmiechem na twarzy. Chyba mnie rozgryzł.
-Mogę z tobą spać? -Powiedziałam szybko i spuściłam głowę. Na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech.
-Wskakuj -Przesunął się i poklepał miejsce obok siebie. Nie czekając dłużej wsunęłam się pod kołdrę i poczułam dłonie Justina oplatające moje ciało. Nie protestowałam, wręcz przeciwnie wtuliłam się w niego i poczułam się bezpiecznie. Przy nim zawsze tak było mimo, że na początku naszej znajomości bałam się go.


Obudziłam się w pełni wyspana i wypoczęta. Od razu poczułam przyjemne szmeranie po moim policzku. Lekko otworzyłam oczy i ujrzałam uśmiechniętego Justina, który ciągle się we mnie wpatrywał, poczułam się trochę niezręcznie, ale nie przeszkadzało mi to.
-Dzień dobry księżniczko, wyspałaś się? -zapytał z lekką chrypką, dzięki której jego głos był jeszcze bardziej seksowny. Zarumieniłam się, a chłopak przygryzł dolną wargę. 
-Yhyyyy -mruknęłam i przeciągnęłam się.
-Nie przyśnił ci się żaden zły potwór? -Prychnął śmiechem. 
-To nie jest śmieszne. -Uderzyłam go w ramię, lecz go to chyba nie zabolało.
 -Justin?... Czy ja....no....mogę z tobą spać? -Przedrzeźniał mnie dalej się śmiejąc. Złapałam za poduszkę i zaczęłam okładać nią Justina, który nie mógł opanować śmiechu. Uklękłam na łóżku i biłam go coraz szybciej, chłopak złapał za poduszkę i pociągnął ją tak, że wylądowałam na nim. Nasze twarze dzieliły niewielkie milimetry, czułam na sobie jego ciepły oddech. Nie wiedziałam co zrobić. Czy dobrze się dzieje czy może popełniamy błąd?

_____________________________
Przepraszam, że krótki ale nie mogłam jakoś wydłużyć. Obiecuję że następny będzie już normalnej długości. A teraz chciałam was jeszcze przeprosić, że tak długo czekaliście, ale jak wytłumaczyłam w odpowiedzi na ten trochę chamski komentarz nie mam zbyt dużo czasu i weny twórczej. Nie wiem co się dzieje, ale obiecuję wam, że nie zostawię tego bloga. I nie, nie olewam go, tylko brakuje mi czasu, proszę was o zrozumienie i cierpliwość. Dziękuję.
 

piątek, 1 listopada 2013

10 Rozdział

10 Rozdział

Oczami Seleny:
Obudziłam się w jakimś nieznanym mi pokoju. Kompletnie nie wiem jak się tu dostałam, ale byłam pewna że to sprawka Biebera. A co jeśli wywiózł mnie gdzieś daleko za miasto? Co jeżeli mi coś zrobi? Przecież on jest nieobliczalny, ale muszę przyznać, że bardzo seksowny i pociągający. STOP. Co ja....? Przecież on mi się nie podoba, on nie może się mi podobać! Podniosłam się z łóżka na którym leżałam i rozejrzałam się po sypialni. Było tu całkiem ładnie, ale to nie zmieniało faktu, że cholernie się bałam. Setka złych myśli krążyła w mojej głowie, a ja nie mogłam tego opanować. Mój wzrok zatrzymał się na wolno otwierających się drzwiach. Cofnęłam się o krok do tyłu gdy moim oczom ukazał się Justin.
-Wyspałaś się księżniczko? -Zapytał z ciepłym uśmiechem na twarzy. Zaraz, zaraz czy on mnie nazwał księżniczką? Moja twarz oblała się rumieńcem na co chłopak przygryzł wargę.
-Gdzie jesteśmy? -Zapytałam spokojnie próbując nie wybuchnąć, ale musicie przyznać że ciężko o to w takiej sytuacji. Zupełnie nie wiem gdzie jestem, jak się tu znalazłam, po co mnie tu przywieziono? I jak tu być spokojną?
-W moim domku letniskowym.
-CO?! -Czy ja się przesłyszałam? Wywiózł mnie gdzieś za miasto? -Wywiozłeś mnie gdzieś bez mojej zgody?! -Krzyknęłam, bo już nie wytrzymałam.
-Spokojnie shawty.
-Jak mam być spokojna?!
-Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie i wynagrodzić ci to, dlatego zabrałem cię tu. Zachowywałem się jak frajer. Przepraszam. -Powiedział ze spuszczoną głową. To było takie......słodkie? Tak, właśnie tak. To było słodkie z jego strony, że chciał mi to wynagrodzić, ale co ze szkołą? Olać szkołę, ale rodzice? Przecież nic nie wiedzą że tu jestem.
-Justin to bardzo miło z twojej strony, ale moi rodzice nic nie wiedzą, że tu jestem. Gdy wrócą z pracy na pewno będą się martwić. -Wytłumaczyłam, a on się tylko uśmiechnął.
-Wszystko załatwione, dzwoniłem do nich gdy słodko spałaś w samochodzie. -Wow wszystko zaplanował.
-A ubrania? Przecież nic ze sobą nie wzięłam. -Złożyłam ręce na piersi.
-Tu jest wszystko shawty. -Skrzywiłam się. Miał tu damskie rzeczy? No ok, pomińmy ten szczegół. -To jak zostaniesz na weekend? -Zapytał z nutką nadziei w głosie. Może to dobry pomysł, aby go tak naprawdę poznać? Zobaczyć jaki naprawdę jest? Może nie jest taki szorstki na jakiego wygląda i jakiego zgrywa? - Selena? -Głos Justina wyrwał mnie z przemyśleń.
-Yyy tak? -Ocknęłam się.
-To jak, zostajesz? -Powtórzył pytanie.
-No dobra niech ci będzie. -Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech. Moje złe obawy o tym, że chce mi coś zrobić lub wykorzystać zaczęły znikać. Zaczęłam się do niego przekonywać i wierzyć, że jest ciepły, opiekuńczy, kochany, czuły, romantyczny.....Chyba się zagalopowałam. To, że miał dobre intencje to nie znaczy, że zaraz mi się podoba. Jasne, że ci się podoba w mojej głowie zabrzmiał cieniutki głos. Kogo chcesz oszukać? Lecisz na niego. Znów to samo, to było strasznie denerwujące. On mi się nie podoba.
-Justin?
-Tak? -Zapytał i odwrócił się w moją stronę.
-Chciałabym się trochę odświeżyć i przebrać.
-Aha, jasne. Tam jest łazienka. -Wskazał na drzwi po lewej. -Ubrania są w szafie. Pójdę przygotować kolację. -Wyszedł z pokoju, a ja otworzyłam szafę.
-Wow -powiedziałam sama do siebie, gdy zobaczyłam pełno damskich ubrań. Po co Justinowi one? Nie ważne, nie wnikam. Wzięłam jakiś zestaw i weszłam przez wskazane mi drzwi do łazienki. Napuściłam wodę do wanny i zsunęłam z siebie ubrania. Gdy wanna była cała pełna, zakręciłam korek i zanurzyłam się w wodzie. Umyłam dokładnie swoje ciało, a następnie włosy. Oparłam się i zrelaksowałam. Tak, tego było mi trzeba, przynajmniej tu odpocznę i zrelaksuję się. Zero problemów, stresów, kłótni.
-Selena? Zrobiłem kolację. -Justin zawołał zza drzwi.
-Em....Już idę! -Krzyknęłam i spuściłam wodę. Powycierałam się puchatym ręcznikiem i założyłam wybrane ciuchy. Wysuszyłam szybko włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Zrobiłam makijaż kosmetykami które tam znalazłam i wyszłam. Zeszłam schodami na dół i poszłam do jadalni w której czekał na mnie Jus. Obrócił się w moją stronę i zrobił wielkie oczy.

Oczami Justina:
-Gorąca -Wypaliłem bez zastanowienia gdy ujrzałem Selene w w tych krótkich spodenkach które ledwo zasłaniały jej tyłek, butach na obcasie i bokserce.
-Yyyy......znaczy....ten.....kolacja...jest gorąca. -Próbowałem wybrnąć, lecz dziewczyna zachichotała i zajęła miejsce obok mnie.
-Dziękuję -Powiedziała gdy usiadła.
-Za co?
-Za to, że się tak starasz poprawić nasze stosunki. Wiem, że między nami było różnie i widzę, że chcesz to zmienić. -Uśmiechnąłem się tylko i zabrałem za jedzenie. Już niedługo będzie moja i ta cała szopka się skończy. Jesteś draniem głos w mojej głowie nie dawał mi spokoju. Prześpisz się z nią, pobawisz i wyrzucisz? Tak jak inne? Ty nie masz serca! Ta dziewczyna na to nie zasługuje, co ona ci zrobiła? Co? Na pewno nie wycofam się z zakładu. Jest taka jak każda, nie widzę różnicy. Dlaczego miałbym ją inaczej potraktować. Jest inna? Może tylko z tego że tylko ona nie dała się jeszcze zaciągnąć do łóżka, inne szybko leciały, ale nie ta. Tylko tu widziałem różnice. A to co czułeś wcześniej, zakochałeś się? Znów to samo. Może faktycznie coś, coś bardzo, bardzo małego do niej czułem, ale to nic nie zmienia. Na pewno nie przerodzi się to w coś większego, na pewno. A przynajmniej mam taką nadzieję.
______________________________
Chciałabym wam coś przekazać i  zależy mi abyście to przeczytali. jest parę spraw o których muszę was poinformować. Pierwsza to taka, że bardzo zasmuciły mnie wasze komentarze pod poprzednim rozdziałem. Jeżeli zrozumieliście, że wymuszam komentarze to bardzo was za to przepraszam, nie chodziło mi o wymuszanie, ale jeżeli tak was nie przekonam do komentowania to nie będziecie tgo robić. Jeszcze raz bardzo przepraszam. Po drugie, wiem że długo czekaliście na ten rozdział ale nie miałam weny, a do tego obowiązki. Szkoła, nauka, prace domowe no i nie mogę też zaniedbywać mojego chłopaka z którym jestem od trzech tygodni. Awwww musiałam się wam pochwalić. A po trzecie. Nie będę już jak wy to odebraliście ,,wymuszała'' komów, gdy napiszę kolejny rozdział po prostu go dodam bez znaczenia ile komentarzy będzie, ale to nie znaczy że macie nie komentować. Proszę róbcie to bo to motywuje.Dziękuje jeżeli to przeczytaliście. Kocham Was <3333

piątek, 25 października 2013

9 Rozdział

9 Rozdział

Oczami Justina: 
-Hahahahah -Cody wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, a ja się skrzywiłem. 
-Co cię tak bawi? -zapytałem i założyłem ręce na piersi -Ona nie chce mnie już widzieć! -Krzyknąłem.
-Bo....Ty....-Nie mógł nic powiedzieć przez napad śmiechu. 
-Wyduś z siebie! -Uniosłem się, a ten się uspokoił. 
-Ty się w niej zakochałeś -powiedział i uniósł brwi. Wytrzeszczyłem oczy. Tego to się nie spodziewałem. A co jak Cody ma racje? Co jeśli to prawda? Jeżeli coś do niej czuję? Przyznam, że od pewnego czasu dzieję się ze mną coś dziwnego, coś nowego. Nigdy tego nie czułem. Na widok Seleny moje serce bije znacznie szybciej, pocą mi się ręce i ciągle o niej myślę. Ja się chyba....... -Halo jesteś? -Cody wymachiwał ręką przed moimi oczami. Pokręciłem głową, aby się otrząsnąć i wbiłem w niego wzrok. -Wszystko w porządku?
-Tak -powiedziałem pewnie. -Zamyśliłem się.
-O Selenie? -zapytał z lekkim uśmieszkiem na twarzy. 
-Nie przeginaj. Mam zadanie do wykonania i nie mam czasu na jakieś amorki. Ja się nie zakochuje. - Powiedziałem oczywiście. Kumpel najwidoczniej chciał coś powiedzieć bo otworzył usta, lecz przerwał mu dzwonek informujący o lekcji. Wstałem z ławki na której siedziałem, pożegnałem się i wróciłem do szkoły. Wbiegłem na 3 piętro gdzie właśnie miałem historię i wszedłem do klasy, chyba pierwszy raz punktualnie. Rozejrzałem się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Znalazłem. Wychyliłem się, aby zobaczyć kto siedzi na drugim krześle......Selena. Momentalnie na mojej twarzy zagościł drobny uśmiech. Ogarnij się Bieber- usłyszałem głos w mojej głowie. Ruszyłem pewnym krokiem przed siebie i stanąłem nad Sel. Podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.
-Czego tu szukasz? -Burknęła
-Niczego. Chciałem tylko tu usiąść. -Wskazałem wolne krzesło. 
-A nie możesz gdzie indziej?
-Nieeee -przeciągnąłem -Tylko tu jest wolne. -Uświadomiłem jej, a ona westchnęła zrezygnowanie. Nic nie powiedziała tylko przesunęła swoje książki, aby zrobić mi miejsce. 

Oczami Seleny: 
Ciągle się na mnie patrzy, a przyznam że jest to strasznie denerwujące. Czuję jego wzrok na sobie lecz wolę się nie odwracać. Spuściłam wzrok w dół i bazgrałam coś na końcu w zeszycie. W pewnym momencie zauważyłam małą, zgniecioną karteczkę tuż obok swojej dłoni. Spojrzałam w prawo, gdzie siedział Bieber. Uśmiechnął się i wskazał na kawałek papieru. Niechętnie go rozwinęłam i przeczytałam: 
Spotkajmy się po tej lekcji za szkołą, tam gdzie huśtawka. Musimy porozmawiać. 
Pogniotłam kartkę i wrzuciłam ją do torby. Czy on jest poważny? Nie rozumie że nie chcę się z nim spotykać, a nawet rozmawiać? On chyba nie rozumie odmowy. Pokręciłam głową z dezaprobatą i wróciłam do bazgrania po zeszycie.
-Przyjdziesz? -usłyszałam szept. Zignorowałam go. -Przyjdziesz czy nie? -Powtórzył pytanie. -Kurwa odpowiedz! -Krzyknął, a ja drgnęłam. 
-Czy ja wam nie przeszkadzam? -zapytał zdenerwowany nauczyciel. Już chciałam coś powiedzieć lecz Justin mnie wyprzedził. 
-Trochę, ale proszę się tym nie przejmować -Uderzyłam sie ręką w czoło i spojrzałam na nauczyciela który był już czerwony ze złości.
-Do dyrektora! -Krzyknął i wskazał palcem na drzwi. -Oboje!- Dodał. Uderzyłam rękoma w ławkę i wstałam z miejsca, wyprzedziłam Justina i zdenerwowana opuściłam klasę. Nie obchodziło mnie czy Bieber idzie za mną, czy nie. Przez niego miałam same kłopoty.
-Poczekaj! -Usłyszałam wołanie chłopaka lecz nie zamierzałam stanąć, wręcz przeciwnie, przyśpieszyłam. - Mówię żebyś zaczekała! -Sama nie wiem dlaczego, ale stanęłam. Obróciłam się na pięcie i spojrzałam mu prosto w oczy.
-To prośba czy rozkaz? -Zapytałam z pogardą, a ten tylko wywrócił oczami.
-Chcę tylko porozmawiać.
-Nie mamy o czym. -Burknęłam.
-Owszem mamy. -Zaprotestował i złapał mnie mocno za ramię.
-Co ty robisz? -Zapytałam.
-To co trzeba było zrobić już dawno -Syknął i szarpnął mną. Wyprowadził mnie ze szkoły i zaprowadził na parking. Chciałam się mu wyrwać, lecz byłam za słaba.
-Puść mnie! -Wydarłam się, a ten się tylko uśmiechnął. Otworzył drzwi do swojego samochodu i wepchnął mnie do niego. Byłam mega przestraszona, bo nie wiedziałam do czego jest zdolny. Obszedł auto dookoła i usiadł na miejscu kierowca, trzasnął drzwiami i z piskiem opon wyjechał na drogę.
-Dokąd jedziemy? -zapytałam z ciekawości, lecz nie usłyszałam odpowiedzi. -Dokąd jedziemy! - powtórzyłam pytanie, lecz tym razem głośniej.
-Zamknij się, suko. -Syknął i przyśpieszył. Nie pytałam już o nic. Miałam dość. Byłam zmęczona tym wszystkim. Byłam zbyt słaba. W moich oczach pojawiły się łzy, jednak nie pozwoliłam im wypłynąć. Zaczęłam mrugać, ale i tak jedna pojedyncza spłynęła po moim policzku. Nie przejmowałam się tym, wbiłam swój wzrok w szybę i oglądałam widoki które mijaliśmy. Zrobiłam się senna i zasnęłam.
___________________________
Strasznie nie podoba mi się ten rozdział, sama nie wiem dlaczego. A jaka jest wasza opinia? 10 komentarzy i kolejny rozdział. Xoxo

czwartek, 17 października 2013

8 Rozdział

8 Rozdział

Obudziłam się rano cała zapłakana. Tak, płakałam w nocy, bo strasznie żałowałam, że się tu przeprowadziliśmy. Już miałam dość tego miasta, a w szczególności jednej osoby.....Justina Biebera. Może faktycznie na początku zaczynałam coś do niego czuć, ale to już nie aktualne. Przeciągnęłam się i zwlokłam swoje obolałe ciało z łózka. Zaścieliłam je i wybrałam ubrania z garderoby. Wzięłam je do łazienki, a sama wsunęłam się pod prysznic. Dokładnie umyłam ciało i włosy, a następnie dokładnie powycierałam każdą część swojego ciała. Założyłam czysta bieliznę i wcześniej przyszykowane ubrania. Wysuszyłam włosy, uczesałam je, umyłam zęby i zrobiłam makijaż. Wzięłąm do rąk sandały i włożyłąm je na stopy, przesunęłam do góry zamek i spojrzałam w lustro.
-OK -powiedziałam sama do siebie i wyszłam łapiąc po drodze za swoją torbę. Wrzuciłam do niej iPhona, dokumenty, portfel i swój ulubiony, truskawkowy błyszczyk. Kluczem zamknęłam dom i wsiadłam do swojego samochodu, którym wyjechałam znaną mi już drogę która prowadziła do szkoły. Miałam cichą nadzieję, że nie spotkam Justina. Zaparkowałam samochód na szkolnym parkingu i wysiadłam z niego. Włączyłam alarm i skierowałam się do wejścia.Chwyciłam za klamkę i chciałam za nią pociągnąć, lecz ktoś z drugiej strony mnie wyprzedził i dostałam drzwiami prosto w głowę. Upadłam na ziemię łapiąc się za obolałe miejsce. Spojrzałam w górę, a moim oczom ukazał się nikt inny jak Bieber.

Oczami Justina:
-Przepraszam -powiedziałem i szybko podałem jej rękę, aby pomóc jej wstać.
-Weź ty się lepiej ode mnie odwal -syknęła i wstała bez mojej pomocy.
-O co ci chodzi? -zapytałem spokojnie, starając się nie wybuchnąć.
-O nic -splunęła i weszła do budynku szkoły. Zdezorientowany całą tą sytuacją wbiegłem za nią i rozejrzałem się. Widziałem jak wchodzi po schodach więc tam się udałem, znalazłem ją pod salą 76. Stała odwrócona tyłem i czytała coś z tablicy ogłoszeń. Chwyciłem ją za ramię i odwróciłem w swoją stronę.
-Selena, musimy porozmawiać. -Powiedziałem stanowczo.
-Nie mamy o czym -próbowała odejść lecz zagrodziłem jej drogę.
-Tak, mamy. Nie możesz obwiniać mnie z powodu tego, że ktoś chciał cię zgwałcić. Przecież to wina Caitlin!- Odpowiedziałem i wyrzuciłem ręce w powietrze.
-Wiem -przytaknęła.
-To o co ci kurwa chodzi?!
-Nie krzycz do mnie.
-Przepraszam ale nie rozumiem.
-Nie rozumiesz?
-Nie -oblizałem usta i spojrzałem jej w oczu.
-Dobra to ja ci powiem. -zaczęła -Odkąd mam z tobą doczynienia, ciągle przydarzają mi się złe rzeczy! - wykrzyczała, a jej oczy zrobiły się szklane.
-Ale.....ja..... -nie mogłem nic powiedzieć. Jedna, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, a ona szybko ją wytarła. Przysunąłem ją do siebie i mocno przytuliłem. co mnie bardzo zdziwiło wtuliła się w mój tors i dała upust emocjom. -Schhhh -pogłaskałem ją po plecach. -Przepraszam -powiedziałem.
-To nic nie zmieni. Chce urwać z tobą kontakt. -Odsunęła się ode mnie. - Nie dzwoń do mnie, nie przychodź, nie pisz, nic, musimy o sobie zapomnieć, nie rób nic aby się ze mną kontaktować. -Powiedziała i odeszła zostawiając mnie na środku korytarza samego, oszołomionego.

Oczami Seleny:
To było takie trudne. Naprawdę bolało mnie to, że go skrzywdziłam, wydawał się być smuty całą tą akcją. Wiedziałam, że zrobiłam zrobiłam źle, ale nie mogłam postąpić inaczej, musiałam to zrobić dla własnego bezpieczeństwa. A co jest najgorsze? To, że on zaczął się mi podobać, mimo tego, że był taki......taki oschły, brutalny i bezczelny. Mam pecha do chłopaków, zawsze podobają mi się ci niewłaściwi.
___________________________
Przepraszam że trochę krótszy od poprzednich, ale tak wyszło. Dajcie 10 komci i postaram się wrzucić 9. Kocham Was. :**

wtorek, 15 października 2013

7 Rozdział

7 Rozdział

Ujrzeliśmy Caitlin. Ona bardziej przypominała kurwę. Wyglądała jakby niedawno ćpała, co było bardzo prawdopodobnie. Była ostro wstawiona, bo ledwo stała na nogach. 
-Daj sobie spokój -westchnęłam, lecz ta mnie wyśmiała. -O co ci kurwa chodzi?! -krzyknęłam zdenerwowana. Z uśmiechem wskazała na Justina.
-Zabrałaś mi go -powiedziała, a ja parsknęłam śmiechem. 
-Nikogo ci nie zabrałam -powiedziałam już spokojniej. -On sam od ciebie odszedł.
-Jesteście razem? -zapytała chwiejąc się.
-Nie -powiedziałam oczywiście. 
-Wiecie co? Pieprzcie się. -splunęła i odeszła. Popatrzyliśmy się na siebie i wyszliśmy za dom nad basen. 
-Pójdę po wódkę! -krzyknął Bieber, aby przekrzyczeć muzykę. Skinęłam głową. Zaczęłam się obijać o ludzi tańczących w rytm muzyki, więc odeszłam kilka kroków przed siebie.
-O ho, ho. -Usłyszałam głos, który dobiegał za mną. Nie obróciłam się, bo osobnik który to mówił stanął przede mną. Na kilometr czułam od niego alkohol i......narkotyki. Tak, narkotyki. -My się chyba jeszcze nie znamy. -Powiedział czkając.
-Na całe szczęście -szepnęłam. Chłopak był bardzo nachalny, zaczął podchodzić coraz bliżej mnie i dotykać mnie po dupie. Odpychałam jego ręce, lecz on się nie poddawał. Złapał mnie mocno za nadgarstki i zaciągnął do domu. Nie miałam tyle siły co on więc moje wyrywanie się na nic tu nie zdziałało. Wziął mnie na ręce i przerzucił sobie przez ramię. -Puść! -krzyczałam, lecz on się tylko śmiał. -Proszę zostaw mnie! - Otworzył drzwi do pustego pokoju i rzucił mnie na łóżko. Przedtem zamknął drzwi na zamek. Usiadł na mnie okrakiem, abym się tak nie wierciła i zasłonił mi usta ręką. Zaczęłam płakać, a on bezczelny się śmiał. Zaczął rozpinać zamek mojej króciutkiej sukienki i zdejmować swoje spodnie.
-Proszę nie rób tego! -krzyknęłam, gdy zabrał rękę z moich ust w celu zdjęcia spodni.
-Krzyczeć to ty będziesz później. -Oblizał swoje usta i zaczął całować moją szyję. Wsunął dłonie pode mnie i ścisnął moje pośladki.

Oczami Justina:
-Selena! -krzyknąłem już po raz setny. Przedarłem się przez tłum i wszedłem do domu. Obszukałem cały dół, nigdzie jej nie było. Wystawiła mnie? Jeżeli tak to nie ujdzie jej to na sucho. Wbiegłem na piętro i zacząłem otwierać każde napotkane drzwi. Nic. Wbiegłem na 2 piętro i znów otwieranie tych drzwi.
-Nieee! -usłyszałem niewyraźny głos. Byłem pewny, że należy do Sel. Pobiegłem przez długi korytarz i wpadłem do pokoju na samym jego końcu. Nie mogłem uwierzyć. Selena leżała na łóżku w samej bieliźnie, a na niej leżał jakiś obleśny koleś w samych bokserkach. Dziewczyna była cała zapłakana i widziałem strach w jej oczach. Podbiegłem do chłopaka i uderzyłem go z pięści w twarz. Odbił się i wylądował na podłodze. Rzuciłem się na niego i zacząłem go okładać, byłem wściekły. -Justin! -usłyszałem bezbronny głos, który należał do Sel. Zszedłem z nieznajomego i podszedłem do dziewczyny, która ubierała swoją sukienkę. Przytuliłem ją do siebie i wyprowadziłem z sypialni. Oparta o ścianę stała Caitlin z zadowoloną miną.
-To twoja sprawka! -krzyknęła roztrzęsiona Selena. Caitlin się tylko uśmiechnęła.
-Wiedziałem, że jesteś szmatą, ale to co zrobiłaś.......szkoda słów -burknąłem i sprowadziłem dziewczynę ze schodów. Wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu. -Jak się......-zacząłem, lecz nie dane mi było skończyć.
-Zawieź mnie do domu -powiedziała stanowczo nie odrywając wzroku z bocznej szyby.
-Selena........
-Powiedziałam, że masz zawieźć mnie do domu! -krzyknęła.
-Nie mów mi co mam robić i nie krzycz do mnie -powiedziałem nieco podniesionym tonem.
-Dobra, to się przejdę.
-Nie. Odwiozę cię. -Powiedziałem i odpaliłem silnik. Przez całą drogę nikt się nie odezwał ani słowem.

Oczami Seleny:
-Cześć -mruknęłam gdy Bieber zatrzymał samochód przed moim domem. Nic nie odpowiedział tylko złożył ręce na piersi. Wysiadłam i podeszłam pod drzwi. Chłopak już zdążył odjechać. Przekręciłam klucze w drzwiach i weszłam do środka. Rzuciłam torebkę na podłogę i weszłam na górę do swojego pokoju. Zdjęłam z siebie ubrania i wyjęłam czystą piżamę, którą szybko na siebie włożyłam i wsunęłam się pod ciepła kołderkę. Tak sobie myślałem, że odkąd mam doczynienia z Justinem przytrafiają się mi same złe rzeczy. Tyle razu obiecywałam sobie, że będę go unikać, że nie będę się z nim spotykała, ale nie.....zawsze muszę ulec. Teraz nie będę taka miła i miękka. Jeżeli on jest oschły, wredny i zimny, ja też taka będę. On potrafi taki być to i ja. Będę go unikać. Postanowione.
_________________
Dziękuję za miłe słowa :*** To tak samo, będzie 5 komentarzy będzie następny rozdział. Kocham Was <3

sobota, 12 października 2013

6 Rozdział

6 Rozdział 

Oczami Justina:
-I co teraz? -zapytałem kumpla, gdy wziąłem nieprzytomną Sel na ręce.
-Weź ją do auta. -Powiedział, a ja to zrobiłem. Otworzyłem tylne drzwi i położyłem ją na tylne siedzenia. Wsiedliśmy do przodu i wyjechaliśmy z galerii. Przez całą drogę nikt nie odezwał się ani słowem. Dojechaliśmy pod mój dom i zaparkowałem samochód na podjeździe. Gdy wyszliśmy wziąłem Selene na ręce i zaniosłem do środka. Wyglądała tak słodko, jak aniołek. Na sam jej widok uśmiechnąłem się.
-Ładna, c'nie? -spytał Cody i otworzył drzwi przez które wszedłem. 
-To nic nie zmienia. -Otrząsnąłem się i zaniosłem ją do swojego pokoju. Ułożyłem ją wygonie na łóżku i cicho zamknąłem za sobą drzwi. Zszedłem do przedpokoju gdzie stał mój przyjaciel. 
-Dzięki stary. -Powiedziałem i przybiłem mu piątkę. 
-Spoko. Ja spadam, a ty co z nią zrobisz. -Wzruszyłem ramionami, a Cody wyszedł. Poszedłem do kuchni i zacząłem przyrządzać kolację. 

Oczami Seleny:
Obudziłam się w całkiem obcym mi miejscu. Lekko podniosłam głowę i rozejrzałam się po pokoju. Nie poznawałam tego miejsca, przypomniałam sobie sytuacje z miasta. Musiałam nieźle upaść, bo straciłam przytomność. Tylko jak się tu dostałam i gdzie ja jestem? Wstałam z łóżka i uchyliłam drzwi. Nikogo nie było. Po cichu zeszłam na dół i poznałam iż jestem w domu Biebera. Nie ucieszył mnie ten fakt. Usłyszałam kroki należące do Justina, więc szybko wbiegłam z powrotem na górę i wbiegłam do pokoju. Rozłożyłam się na łóżku i udawałam, że ciągle śpię. Słyszałam jak drzwi się otwierają. 
-Nie udawaj. Słyszałem jak wbiegasz po schodach. -Powiedział Justin, który stał nade mną. Niepewnie otworzyłam oczy i usiadłam. -Jak się czujesz?
-Nie udawaj, że cię to interesuje -powiedziałam oschle. 
-Jesteś głodna? 
-Nie -burknęłam. Oczywiście skłamałam, bo od śniadania nic nie jadłam. 
-Dąsaj się dalej. -Powiedział i zniknął za drzwiami. Złapałam się za burczący z głodu brzuch i zaczęłam żałować, że nie chciałam jedzenia. Posiedziałam chwilę po czym wstałam i niepewnie zeszłam na dół. Justina znalazłam w jadalni. Siedział przy stole i zajadał się czymś. 
-Justin...bo ja......
-Jesteś głodna? -zapytał z uśmieszkiem. Pokiwałam twierdząco głową, a on poklepał krzesło które stało obok niego. Usiadłam i uśmiechnęłam się do niego. Zaczęłam nakładać sobie na talerz różne pyszności, po czym zabrałam się za jedzenie ich. 
-Przepraszam -wypaliłam gdy skończyłam jeść. Bieber spojrzał na mnie pytająco, a ja spuściłam głowę.
-Za co? -zapytał i uniósł mój podbródek, abym popatrzyła w jego piękne, czekoladowe oczy.
-Za to, że zachowywałam się jak...... -szukałam odpowiedniego słowa.
-Wredna suka? -zapytał, a ja się lekko uśmiechnęłam. 
-No właśnie. Jak wredna suka. -Dokończyłam. 
-Nie przejmuj się. Ja też nie byłem święty -Przygryzł swoją dolną wargę. -Wiesz.....Dzisiaj Caitlin urządza imprezę i może poszłabyś ze mną? -zapytał trochę nieśmiało. 
-Ta Caitlin, która wepchała mnie do basenu? 
-Nooo. Szmata z niej, ale się pobawimy. 
-Ona chyba mnie nie lubi.
-Shawty. -Złapał mnie za dłoń. -Będziesz ze mną. 
-Zgoda. -Kiwnęłam głową i wstałam. -Muszę się zbierać. Trzeba się przyszykować. 
-Odwiozę się. 
-Ok. -załapał za klucze i wyszliśmy z jego domu. Wsiedliśmy do auta i z piskiem opon ruszyliśmy. Przez całą drogę śpiewaliśmy piosenki, wygłupialiśmy się i śmialiśmy. Pokierowałam Justina i szybko dotarliśmy pod mój dom. 
-Przyjadę po ciebie o 17. 
-Ok. To do zobaczenia. -Uśmiechnęłam się i chwyciłam za uchwyt, aby wyjść lecz po chwili szybko obróciłam się do Justina i pocałowałam go w policzek. -Pa -powiedziałam i zostawiłam go tam oszołomionego całą sytuacją. Pomachałam mu przez szybę i weszłam do domu, zdjęłam buty i wbiegłam do swojej sypialni. Postanowiłam wziąć się za przygotowanie do imprezy. Wyjęłam z szafy ubrania i weszłam z nimi do łazienki. Dokładnie umyłam się żelem cytrynowy, a włosy szamponem czekoladowym, gdy woda zrobiła się zimna powycierałam się i spuściłam wodę. Wysuszyłam włosy, które następnie starannie pofalowałam. Zrobiłam sobie makijaż i ubrałam przyszykowany strój. Obróciłam się kilkakrotnie wokół własnej osi, aby móc dokładnie przeglądnąć się w lustrze. Ostatni raz przejechałam usta czerwoną szminką i wygładziłam bardzo krótką sukienkę. Może trochę przypominałam wredną dziwkę, ale zrobiłam to specjalnie, aby dopiec tej Caitlin, która uważała się za lepszą. Zabrałam swoją kopertówkę i zeszłam na dół. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podeszłam do nich, a gdy otworzyłam ujrzałam Justina, który zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i otworzył buzię w literkę ,,o''.
-Zamknij buzię, bo ci mucha wleci -Zaśmiałam się, a Justin pokręcił głową, aby się ocknąć.
-Wyglądasz........tak....... -nie mógł dobrać słowa. -Gorąco -wypalił i oblizał usta.
-Dziękuję -powiedziałam i zakluczyłam drzwi. Ciągle czułam na sobie wzrok Justina. -Jedziemy? -zapytałam, a on tylko kiwnął głową. Zachichotałam i wsiadłam do samochodu Biebera. On również wsiadł i odpalił wóz. Co chwile zerkał w moją stronę i albo przygryzał wargę, albo się oblizywał.
-Czy możesz skupić się na drodze, a nie ciągle na mnie patrzysz. -Powiedziałam rozbawiona.
-To twoja wina.
-Moja? -zdziwiłam się.
-Wyglądasz zbyt pociągająco i wyzywająco, aby na ciebie nie patrzeć.
-Mogę się przebrać -wzruszyłam ramionami.
-NIE! -krzyknął w pośpiechu, a ja wybuchnęłam śmiechem. -Jest idealnie -mruknął i wjechał na posesję. Zaparkował i otworzył mi drzwi, abym wysiadła. Zamknął drzwi, a ja rozejrzałam się. Muszę przyznać, że Caitlin miała piękny dom. Weszliśmy do niego, a wszyscy momentalnie skierowali swój wzrok na nas. Ciągle wskazywali na nas palcami i szeptali coś, lecz nic nie słyszałam przez głośną muzykę. Zignorowaliśmy to i szliśmy dalej, aby wyjść za dom nad basen gdzie było centrum imprezy.
-Proszę, proszę. Kogo mu tu mamy? -usłyszałam czyjś piskliwy głos. Obróciliśmy się i ujrzeliśmy.......
_________________________
Jeżeli pod tym rozdziałem będzie 5 komentarzy to dopiero dodam następny. :) Kocham Was :***

środa, 9 października 2013

5 Rozdział

5 Rozdział


-Nie wiedziałam, że masz jeszcze jedno auto -powiedziałam gdy wsiadłam do samochodu.
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, shawty -Powiedział i odpalił silnik. Zapięłam pas bezpieczeństwa i oglądałam widoki za boczną szybą. Jechaliśmy dobre 10 minut w ogóle się nie odzywając. 
-Jesteśmy -powiedział Justin i zaparkował. 
-Ale gdzie? -zapytałam i otworzyłam drzwi. Byliśmy przed jakimś wielkim domem. 
-U mnie! -krzyknął i machnął rękami. Roześmiałam się i zamknęłam drzwi. -Chodź! -złapał mnie za rękę i wbiegł do środka. -Idź do salonu, a ja pójdę po picie i przekąski. -Zniknął, a ja rozejrzałam się. Poszłam przed siebie i weszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam stukać paznokciami w stół. Chłopaka trochę nie było, aż wreszcie wtargnął do salonu z napojami, popcornem i innymi przekąskami. 
-Tęskniłaś? -zapytał i położył wszystko na stoliku. 
-Bardzo -powiedziałam sarkastycznie, a Bieber się skrzywił. 
-Co oglądamy? -Zapytał i rozwalił się na kanapie. Wzruszyłam ramionami, a on włączył jakiś film z wypożyczalni. Oglądaliśmy jakąś nudną komedię chyba z 30 min, a już mi się znudziła. 
-Nudne? -zapytał chłopak, a ja uniosłam brwi na znak, że ,,tak''. Uśmiechnął się i przysunął bliżej mnie. Trochę się wystraszyłam. Ten wyłączył telewizor i objął mnie ramieniem. Przysunął mnie bliżej siebie, położył swoją rękę na moich plecach i zbliżał się do pocałunku. Szybko się ocknęłam i odepchnęłam go z całej siły. Od razu podniosłam się na równe nogi. 
-Co ty kurwa odpierdalasz!? -krzyknęłam. -Chciałeś się tylko do mnie dobrać. 
-Sel, nie -Powiedział gdy wstał i zaczął do mnie podchodzić. Ja się wycofałam i podbiegłam do drzwi wyjściowych. -Poczekaj! -krzyknął gdy złapałam za klamkę.
-Wiedziałam, że taki jesteś! Wiedziałam! Trzymaj się ode mnie z daleka! -Krzyknęłam i wybiegłam. 

Oczami Justina:
Chciałem wybiec za nią, lecz gdy to zrobiłem jej nie było już widać. 
-Cholera! -krzyknąłem na cały dom i trzasnąłem drzwiami. Nie rozumiałem jej. Dziewczyny zawsze same wskakiwały mi do łóżka, a ta? Za szybko chciałem to zrobić, muszę spędzić z nią więcej czasu, co mnie irytowało, bo nienawidziłem tej zdziry. Zabrałem z wieszaka kurtkę i wyszedłem z domu zamykając go.  Wyjąłem kluczyki i otworzyłem samochód, do którego wsiadłem. Odpaliłem silnik i z piskiem opon ruszyłem pod Codyego. Stanąłem na poboczu i wybrałem do niego numer.
/Rozmowa/
-Co jest Jus?
-Hej bro, jedziemy na miasto?
-Spoko. Gdzie jesteś?
-Pod twoim domem.
-Idę. -Powiedział i rozłączył się.
Schowałem telefon do kieszeni i włączyłem radio, które następnie wyłączyłem, bo nie leciało nic ciekawego.
-Siema -powiedział Cody, który wsiadł do samochodu i zapiął pas. Przybiliśmy piątkę, jak zawsze i ruszyliśmy. -Jak z Seleną?
-Szkoda gadać -wypuściłem ciężko powietrze.
-Bzyknąłeś ją?
-Co ty? Nie dała się. -Cody zrobił wielkie oczy.
-Jakaś laska odmówiła Justinowi Bieberowi? -zapytał śmiejąc się.
-Ta suka jeszcze będzie moja. Mi się nie odmawia. -Powiedziałem poważnie.
-Tylko się nie zakochaj -wybuchnął śmiechem mój przyjaciel, a ja posłałem mu wrogie spojrzenie.
-Nie jestem tobą.
-Ej, ej to było tylko raz, a poza tym, przeszło mi. -Wytłumaczył się.
-Yhyyy -przedłużyłem i zaparkowałem auto przed galerią handlową.
-Piwo? -zaproponował kumpel gdy wysiedliśmy z samochodu.
-Spoko -rzuciłem i zamknąłem auto przyciskiem na pilocie. Wjechaliśmy ruchomymi schodami na 5 piętro i weszliśmy do znanego nam baru. Każdy zamówił po piwie i usiedliśmy przy barze pijąc je. Wypiliśmy 2 piwa, zapłaciliśmy i opuściliśmy bar.
-Patrz kto tam jest -wskazał palcem na Selene. Uśmiechnąłem się i przyśpieszyliśmy tępo.
-Będzie ubaw -powiedział Cody i podeszliśmy do dziewczyny.
-Cześć skarbie -powiedziałem.
-Odwal się -syknęła.
-Ostra -skomentował cicho Cody, a ona wywróciła oczami.
-Szybko dzisiaj uciekłaś.
-Dziwisz się? -spytała zdziwiona.
-Myślałem, że się zabawimy -wyszeptałem jej do ucha.
-Źle myślałeś -rzuciła i chciała iść lecz zagrodziliśmy jej drogę. -Możecie mnie przepuścić?!
-Nie -powiedzieliśmy równo.

Oczami Seleny:
Założyłam ręce na piersi i cierpliwie czekałam, aż Justin i jego kolega puszczą mnie. Stukałam niecierpliwie nogą o beton, a on ciągle się mi przyglądali.
-Długo będziemy tu stać? -zapytałam zniecierpliwiona.
-Jak długo będziemy chcieli. -powiedział Bieber.
-Śpieszę się do domu.
-To my cię odwieziemy -Powiedział z uśmiechem chłopak.
-Niee?
-To my tu decydujemy shawty -wyszeptał Justin i złapał mnie za rękaw. Próbowałam się mu wyrwać, lecz był silniejszy. -Nie szarp się tak, bo to ci gówno da -splunął.
-To mnie puść! -krzyknęłam, lecz ten tylko się roześmiał. Szarpnęłam się bardzo mocno, z całej swojej siły i uwolniłam się z jego chwytu. Ten zrobił zaskoczoną minę, a ja dłużej nie czekając ruszyłam w długą.
-Kurwa łap ją! -krzyknął za mną Justin. Oglądnęłam się za nimi, potknęłam i upadłam. To była ostatnia rzecz którą pamiętam. Musiałam zemdleć.

niedziela, 6 października 2013

4 Rozdział

4 Rozdział

-Cholera -jęknęłam gdy obudziłam się rano z wielkim bólem głowy i kacem. Złapałam się za bolącą głowę i wstałam z łóżka. Spojrzałam na iPhona : 8:05. Jestem spóźniona na pierwszą lekcję więc pójdę na kolejne. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam koszmarnie, miałam niezmazany makijaż który zaschnął na całej twarzy, a na policzku wielkiego siniaka. Przypomniało mi się co zrobił mi Justin. Wyrzuciłam te wspomnienia z głowy i zaczęłam się rozbierać. Wsunęłam się pod prysznic i dokładnie umyłam. 
-Od razu lepiej -powiedziałam sama do siebie gdy wyszłam z kabiny, powycierałam się i wysuszyłam włosy, które następnie pofalowałam. Zrobiłam sobie starannie makijaż tak aby zamaskować siniaka i się  ubrałam. Złapałam za torbę i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Skupiłam się na drodze i szybko dojechałam pod szkołę. Zaparkowałam samochód na parkingu i weszłam do środka. Lekcja jeszcze trwałą, poszłam do szafki i wrzuciłam do niej swoją torbę. Usłyszałam głośny huk zamykanej szafki tuż obok mnie. Lekko przymknęłam swoją i ujrzałam nikogo innego jak Biebera. Domknęłam z trzaskiem szafkę i ruszyłam zdenerwowana przed siebie. 
-Stój! -krzyknął za mną lecz go olałam. -Powiedziałem, że masz stanąć- krzyknął już głośniej. Zatrzymałam się i wściekła do niego podeszłam. Staliśmy twarzą w twarz. 
-Bo co? Uderzysz mnie, jak wczoraj? Tak?! -zapytałam, a on przygryzł dolną wargę. Złapał mnie za głowę i popatrzył na policzek. Przejechał po nim dłonią tak, aby zmazać podkład, gdy to zrobił syknęłam z bólu. Odruchowo go odepchnęłam i pobiegłam do łazienki. Stanęłam naprzeciwko lustra i wyjęłam kosmetyczkę. Znów zamaskowałam ranę i nachyliłam się nad umywalką. Nie miałam już siły. Miałam wszystkiego dość. Do łazienki wpadł zdyszany Justin. 
-Tu jesteś. Szukałem cię. -podszedł do mnie i obrócił w swoją stronę. 
-To damska łazienka. -Powiedziałem, a ten wywrócił oczami.
-Na prawdę? Nie zauważyłem. -Powiedział sarkastycznie.
-Czego ode mnie chcesz?
-Chciałem cię......przeprosić -wydukał. Brzmiało to tak jakby mówił to pierwszy raz.
-W dupie mam twoje przeprosiny. -Splunęłam, a on wyszedł. Chwilę odczekałam i również opuściłam łazienkę.

Oczami Justina:
Zebrałem się na odwagę i przeprosiłem tą dziwkę, a ona ma to w dupie? Nawet nie wie ile mnie to kosztowało.
-Jus! -usłyszałem wołanie mojego najlepszego kumpla. Odwróciłem się i podszedłem do niego. Oparłem się o ścianę i przeczesałem swoje włosy. -Co jest?
-Uderzyłem ją -wyrzuciłem z siebie, a Cody ciężko westchnął.
-Pierdolisz. -powiedział, a ja pokiwałem przecząco głową. -Wymiękasz?
-Nieee -przeciągnąłem.
-No właśnie. Czy tak trudno jest przelecieć jakąś laskę? -zapytał
-Ona jest inna.
-Justin....ty się chyba nie....... -nie dokończył, bo od razu mu przerwałem.
-Pojebało cię?! -krzyknąłem na cały hol, a wszyscy skierowali swój wzrok na nas. -W tej dziwce? Wygram ten zakład. Przelecę ją, pobawię się i ją zostawię. -Powiedziałem już znacznie ciszej, aby nikt nie usłyszał.
-Zobaczymy. Dobra ja spadam. -Przybił mi piątkę i odszedł. Zobaczyłem Sel siedzącą pod szafkami, była skulona i wyglądała jakby płakała. Nie czekając podszedłem do niej i stanąłem nad nią.
-Przeszkadzam? -zapytałem, a ona lekko podniosła głowę.
-Odwal się -syknęła ostro. Wywróciłem teatralnie oczami i usiadłem obok niej.
-Selena...... -zacząłem i pogłaskałem ją po głowie. Spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami i westchnęła.
-Nie dotykaj mnie -powiedziała cicho tak jakby nie mogła mówić głośniej, jakby nie miała siły.
-Porozmawiaj ze mną.
-Już powiedziałeś swoje wczoraj, a nawet zrobiłeś. -Złapała się za policzek.
-Jesteś strasznie pyskata. -Spojrzała na mnie przymrużonymi oczami, a ja się lekko uśmiechnąłem.
-Wiesz Justin? Nie rozumiem cię. Raz jesteś szorstki, brutalny i ostry, a raz próbujesz mnie przepraszać, zakolegować się i próbujesz być miłym. -Gdyby wiedziała dlaczego jestem taki miły. Już nie mogę się doczekać jej zrozpaczonej miny, gdy z nią zerwę. Musiałem na razie się pilnować i nie krzyczeć na nią, a co ważniejsze nie bić.
-Możemy zacząć znajomość od początku? -zapytałem i zrobiłem minę szczeniaczka, roześmiała się i pokiwała głową. O tak, ona będzie moja. Wstałem i wyciągnąłem rękę w jej kierunku. Złapała się i również się podniosła. Wziąłem ją za rękę i wyprowadziłem przed szkołę. Widziałem, że czuję się dość skrępowana tym, że trzymamy się za rękę, ale to było takie słodkie. Hola, hola Bieber opanuj się. Masz ją wykorzystać, a nie.
-Dokąd idziemy? -zapytała gdy weszliśmy na parking.
-Jak najdalej od szkoły -uśmiechnąłem się i weszliśmy do mojego samochodu. 
_____________________
Czytasz = Komentuj

środa, 2 października 2013

3 Rozdział

3 Rozdział

Moje przygotowania na imprezę trwało dość długo, jak zawsze. Dokończyłam robić makijaż i przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam świetnie. (Ahh ta moja skromność). Ubrałam szpilki i spojrzałam na zegarek 18:45. Czas się zbierać. Wzięłam torebkę do której wrzuciłam iPhona, kluczyki i dokumenty, wyszłam z domu i otworzyłam garaż w którym stało moje auto. Weszłam do niego i odpaliłam silnik. Z pomocą GPS dotarłam pod wskazany adres. Zaparkowałam wóz na podjeździe przed domem i wyszłam. Wszędzie rozchodziła się głośna muzyka, dziewczyny z skąpych strojach skakały w basenie, a inni stali przy barze i pili alkohol. Podeszłam do barmana i zamówiłam drinka, później następnego i następnego, a następnie kieliszek wódki. Wstałam i przeszłam się przy basenie. Wszystkie te puste i plastikowe lale obserwowały każdy mój najmniejszy ruch, tak jakby widziały we mnie jakieś zagrożenie. Wyprostowałam się i szłam dalej, aż do momentu w którym wpadłam do wody, a raczej zostałam do niej wepchnięta. Wynurzyłam się, a wszyscy patrzyli na mnie, śmiali się, a jeszcze inni nagrywali całe to zdarzenie. Zrobiłam się cała czerwona.
-Nie uważaj się za lepszą od nas. -Powiedziała jedna z blondynek z wielkimi cyckami. Zauważyłam, że ktoś próbuje przedrzeć się przez tłum stojący nad nami przy basenie. 
-Odwal się od nie Caitlin! -krzyknął Bieber gdy w końcu dotarł do nas. 
-Justin? Ty jej bronisz? Myślałam, że my....no..... -zająkała się.
-My? Nie ma żadnych nas! To była jednorazowa noc i nic więcej! -krzyknął do niej, a wszyscy zaczęli się z niej śmiać. Rozpłakała się i wybiegła. Wszyscy rozeszli się, a chłopak pomógł mi wyjść. Zaprowadził mnie do domu i wprowadził do jakiegoś pokoju. Bieber wszedł do jakiegoś pomieszczenia, a ja zostałam tam sama. Stałam na środku pokoju cała przemoczona i zmarznięta, telepałam się z zimna, a woda ciągle ze mnie ciekła. Przypomniała mi się ta dziewczyna, Caitlin. Szczerze? Zrobiło mi się jej żal. Została ośmieszona, upokorzona i wykorzystana. Była zabawką na jedną noc, tak powiedział Justin. Czułam do niego wstręt. Wiedziałam, że jest draniem, wiedziałam to od początku, dlatego przyrzekłam sobie, że będę go unikać. Właśnie w tym momencie wszedł do pokoju i rzucił w moją stronę bluzę, która upadła mi pod nogi.
-Załóż to -wskazał na odzież leżącą na podłodze.
-Nie, dziękuję.
-Przecież widzę, że ci zimno. -Powiedział z uśmiechem.
-Przeżyję -rzuciłam oschle i usiadłam na skraju łóżka.
-Ja pierdole, o co ci chodzi?!- krzyknął i przejechał po swoich włosach.
-O nic -rzuciłam i wbiłam wzrok w swoje buty.
-Przecież widzę! -wrzasnął tak głośno, że aż drgnęłam.
-Widocznie źle -odpowiedziałam i zauważyłam, że jest nieźle wkurzony. Szybko do mnie podszedł, popchał mnie tak abym leżała i przytrzymał mnie za nadgarstki, abym się nie podniosła.
-Kurwa dobrze ci radzę nie baw się ze mną w kotka i myszkę, tylko powiedz o co ci chodzi! -krzyknął pochylony nade mną.
-Jesteś draniem, zwykłym draniem -powiedziałam i odwróciłam głowę w bok. Dopiero potem dotarło do mnie co powiedziałam. Nie wiem dlaczego to zrobiłam.
-Ty suko! Jak śmiesz tak do mnie mówić? Stanąłem po twojej stronie, broniłem cię przed tą szmatą Caitlin, a ty do mnie skaczesz?
-Nikt cię o to nie prosił -burknęłam i dostałam mocno w twarz. Moje oczy napełniły się łzami, a jedna spłynęła po moim policzku. On mnie uderzył! Odsunął się ode mnie i wyszedł z pokoju trzaskając za sobą drzwiami. Usiadłam i złapałam się za piekący policzek, który był cały czerwony. Miałam niewyparzoną buzię za którą dziś oberwałam. Wstałam z łózka i podeszłam do okna. Impreza nadal trwała, lecz nie chciałam tam wracać, nie po tym zdarzeniu. Wyglądałam strasznie, rozmazany makijaż, przemoczone ubrania i czerwony ślad dłoni na policzku. Nikt nie może mnie zobaczyć w takim stanie. Złapałam za bluzę i ubierając ją wyszłam z pokoju. Rozejrzałam się, a że nikogo nie było zbiegłam ze schodów. Założyłam kaptur na głowę i otworzyłam drzwi, wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Justina. Popatrzyłam na niego z pogardą i wybiegłam przed dom. Poszłam na podjazd i wsiadłam do swojego samochodu, wiem że byłam pod wpływem alkoholu, ale musiałam się dostać do domu, a na piechotę nie pójdę. Jechałam pomału i ostrożnie, próbowałam skupić się w pełni na drodze, lecz myśli związane z całą tą akcją z Justinem rozpraszały moją uwagę. W domu byłam o godzinie 3:00. Jeżeli rodzice są w domu to mam przechlapane, bo na pewno gdy parkowali swoje auta zauważyli, że nie ma mojego. Otworzyłam drzwi garażowe i zauważyłam samochody rodziców. Zaparkowałam swój i po cichu weszłam do domu. Starałam się nie narobić hałasu lecz z racji tego, że trochę wypiłam potknęłam się i przewróciłam coś co się rozbiło.
-Cicho -wyszeptałam sama do siebie. Usłyszałam kroki, a nagle świtało w salonie zapaliło się. Przede mną stała mama i tato.
-Selena, gdzie byłaś? -zapytała mama i założyła ręce na piersi.
-Jestem już pełnoletnia i nie muszę wam mówić dokąd idę i o której wracam.
-To powiedz nam dlaczego prowadziłaś po pijaku. -Powiedział tato, a ja wywróciłam oczami.
-To moja sprawa.
-A gdyby ci się coś stało!? -krzyknął zdenerwowany.
-Ale nie stało. -Burknęłam i weszłam na 3 piętro mojego domu gdzie znajdował się mój pokój i kilka innych gościnnych. Otworzyłam drzwi i opadłam na łóżko. Moje powieki zrobiły się ciężkie i usnęłam.

Oczami Justina:
Nawet nie mam zamiaru mówić Codyemu o tym, że ją uderzyłem. Miałem ją w dupie, nie obchodziła mnie ona, jej uczucia, ale wiedziałem, że nie przegram tego zakładu, musiałem go wygrać. Justin Bieber nie przegrywa. Musiałem się odstresować dlatego znalazłem na imprezie jakąś laskę i poszedłem z nią do łóżka.

poniedziałek, 30 września 2013

2 Rozdział

2 Rozdział

Oczami Justina:
-Spierdoliłeś! -krzyknął Cody i podrapał się po karku. 
-Jak bym nie wiedział, ale ta szmata mnie wkurwia. -Wytłumaczyłem.
-Musisz to naprawić. Przeproś ją. -Wytrzeszczyłem na niego oczy. Ja Justin Bieber mam przepraszać jakąś laskę?
-Pojebało cię? Nie będę jej przepraszał! 
-To co z naszym zakładem? - zapytał, a ja wywróciłem oczami.
-Zrobię to, ale na pewno jej nie przeproszę -upierałem się.
-Jak wolisz, tylko nic nie schrzań. -Przybiliśmy żółwika i wyszedłem z jego domu. Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Jechałem 150 km/h więc szybko byłem pod dom. Zaparkowałem samochód w garażu i wszedłem do środka. Najpierw wszedłem do pokoju, a następnie z niego do łazienki. Od razu zdjąłem ubrania i wsunąłem się pod prysznic. Dokładnie umyłem ciało, a później włosy. Powycierałem się ręcznikiem i założyłem dresy, powycierałem włosy i zostawiłem je w nieładzie, wbiegłem do sypialni i rzuciłem się na miękkie łóżko. Dużo myślałem o Sel i o tym jak wypełnić zakład, a później zasnąłem.
Rano obudził mnie mój iPhon, ktoś ciągle do mnie dzwonił. Leniwie wyciągnąłem się na łóżku i chwyciłem za urządzenie. Przejechałem palcem po ekranie i odebrałem.
/Rozmowa/
-Halo? -powiedziałem zaspanym głosem.
-Stary, czekam pod twoim domem i wale w te cholerne drzwi. Rusz dupę bo spóźnimy się do szkoły! -nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo Cody rozłączył się. Szkoła? To już ta godzina? Zerknąłem na wyświetlacz 7:55.
-Kurwa! -krzyknąłem i zerwałem się na równe nogi. W pośpiechu się ubrałem i postawiłem włosy na żel. Zbiegłem ze schodów chowając po drodze iPhona do kieszeni. Pchnąłem drzwi wejściowe i wpadłem prosto na Codyego.
-Sory -burknąłem i przybiliśmy sobie piątkę. Weszliśmy do jego auta i szybko dojechaliśmy pod szkołę. Było już chyba dawno po dzwonku, bo korytarze były puste. Miałem teraz historię, a Cody biologię więc machnąłem mu ręką i pobiegłem do szafek po rzeczy, wziąłem podręczniki i poszedłem na 3 piętro gdzie odbywała się lekcja historii. Otworzyłem drzwi i na luzie wszedłem do środka. Nauczyciel posłał mi groźne spojrzenie i wstał z fotela.
-Panie Bieber -zaczął -liczę na to, że ma pan jakieś dobre wytłumaczenie pańskiego spóźnienia się?
-Jak zawsze -burknąłem, a on westchnął.
-Do dyrektora -wskazał palcem na drzwi, obróciłem się i chwyciłem za klamkę, lecz pan Hamilton jeszcze nie skończył. -Selena pójdzie z tobą, abyś czasem nie zabłądził.
-Co?! -krzyknęła oburzona dziewczyna. -No dobrze -poddała się, wstała z krzesła i podeszła do mnie. Puściłem ją przodem i zamknąłem za nami drzwi.

Oczami Seleny:
Gdy szliśmy ciągle czułam wzrok Biebera na sobie. W końcu coś o nim wiem, ma na nazwisko Bieber. Zauważyłam, że chłopak w pewnym momencie stanął i oparł się o ścianę.
-Idziesz? -zapytałam lecz on nie odpowiedział. Podeszłam do niego tak, aby stać naprzeciw. - Idziemy? -powtórzyłam pytanie, a jego wzrok zatrzymał się na mnie.
-Nie -powiedział oschle.
-Ale.... -zaczęłam, lecz chłopak obrócił się i mnie postawił pod ścianą. Naparł swoim ciałem na mnie uniemożliwiając mi wykonania żadnego ruchu. Przypomniała mi się sytuacja z wczoraj, myślałam, że znów będzie na mnie krzyczeć lub coś, ale nie było tak. Przygryzł lekko moje ucho.
-Nie idziemy do dyrektora -wyszeptał łagodnie i lekko popchał mnie w powrotną stronę. Teraz on szedł pierwszy. Otworzył drzwi do klasy, a wszyscy spojrzeli na nas odrywając swój wzrok od tablicy.
-I co? -zapytał nauczyciel.
-Mam się poprawić i więcej nie spóźniać. -wytłumaczył bez uczuciowo chłopak.
-Tak było? -pytanie padło do mnie. Bieber odwrócił się na pięcie i posłał mi mordercze spojrzenie.
-Tak -wydukałam. Nauczyciel kiwnął głową na znak, abyśmy wrócili na miejsca. Tak zrobiliśmy, gdy usiedliśmy zadzwonił dzwonek. Wszyscy zerwali się z krzeseł i spakowali książki do plecaków. Również ja. Jednym ruchem ręki wrzuciłam podręczniki do torby i jako ostatnia opuściłam klasę. Zza drzwi wyskoczył Bieber i pociągnął mnie za rękaw. Nie chciałam protestować, bo przyznam, że zaczęłam się go bać. Wyprowadził mnie tylnym wyjściem ze szkoły i trzasnął wielkimi drzwiami zamykając je. Zatrzymał się i odpalił papierosa. Zaciągnął się kilka razy i wystawił go w moim kierunku.
-Chcesz? -zapytał, a ja przecząco pokiwałam głową.Wzruszył ramionami i jeszcze kilkakrotnie się zaciągnął.
-Możesz mi powiedzieć co ode mnie chcesz? -zapytałam z podniesionym tonem. Chłopak rzucił peta na ziemię i przydeptał go butem.
-Nie podnoś na mnie głosu -powiedział spokojnie i zaczął iść w moim kierunku. Był coraz bliżej, odruchowo zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Bieber podszedł bardzo blisko mnie tak, że nasz ciała dzieliły milimetry. Odwróciłam głowę w bok i zamknęłam oczy. Czekałam aż mnie uderzy za to, że uniosłam się do niego. Ujął moją twarz w dłonie i obrócił w swoją stronę. Lekko otworzyłam oczy. On wcale nie chciał mnie bić. -Nie będę cię bił. -Powiedział z uśmiechem. -Chciałem ci podziękować -wytrzeszczyłam na niego oczy. On sobie ze mnie kpi? -Dziękuję, że nie wydałaś mnie przed Hamiltonem. Oszczędziłaś mi godzinnego kazania -kącik moich ust uniósł się lekko do góry. -A teraz wracaj do szkoły -skinął na znak, abym sobie poszła.
-A ty? -nie wiem dlaczego zadałam mu to pytanie.
-Wracaj za nim zmienię zdanie. -Kiwnęłam głową i weszłam do budynku. Miałam mieć jeszcze dwie lekcje, lecz nie chciało mi się na nie iść. Wsadziłam pozostałe podręczniki do szafki i wyszłam ze szkoły. Mój iPhon zabrzęczał na znak, że dostałam SMS'a. Wyjęłam go i zaczęłam czytać.
Od: Nieznany
Dziś o 19 impreza u Codyego na Manor Drive 122
Chyba nie znam żadnego Codyego, ale postanowiłam, że pójdę. To dobra okazja do poznania kogoś i do zabawienia się.

sobota, 28 września 2013

1 Rozdział

1 Rozdział 

Nazywam się Selena Gomez i mam 18 lat. Niestety nie mam przyjaciół. Tydzień temu przeprowadziłam się tu do Los Angeles i nikogo jeszcze nie znam. Dzisiaj idę pierwszy raz do tutejszej szkoły i powiem szczerze, że bardzo się denerwuję. Mam nadzieję, że tu moje życie będzie wyglądać inaczej, w poprzedniej szkole miałam samych fałszywych przyjaciół którzy interesowali się tylko moimi pieniędzmi. Tak, jestem milionerką, ale nie zależy mi na pieniądzach. Moi rodzice nigdy nie mają dla mnie czasu, bo ciągle są zajęci swoją pracą i rzadko widuję ich w domu. Wychodzą wcześnie rano, a wracają późno wieczorem, a czasem nawet w nocy. Już jako mała dziewczynka musiałam się usamodzielnić, bo było tak samo. Tłumaczyli mi zawsze, że to po to, aby żyło się nam dobrze i bez żadnych ograniczeń, lecz jak dla mnie i przesadzali. 
Mój budzik zadzwonił, a ja jednym ruchem ręki wyłączyłam go. Odrzuciłam z siebie kołdrę i leniwie zwlokłam się z łóżka. Zaścieliłam je i pomaszerowałam do łazienki, która znajdowała się w moim pokoju,  zsunęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic w którym puściłam ciepłą wodę która muskała moje ciało. Nasmarowałam się żelem kokosowym i wtarłam go delikatnie. Włosy wymyłam szamponem malinowym i cała się spłukałam. Powycierałam się moim bawełnianym, puchatym ręcznikiem i założyłam czystą bieliznę. Weszłam do wielkiej garderoby i wybrałam ubrania, które szybko założyłam. Przy toaletce zrobiłam lekki makijaż i pofalowałam włosy, które wcześniej dokładnie wysuszyłam. Zawiesiłam torbę na ramię i zeszłam na dół. Nie byłam głodna więc wzięłam tylko batonika i wyszłam z domu. Zakluczyłam go i ruszyłam drogą do szkoły. Nie mogłam się tu odnaleźć, trochę błądziłam bo pierwszy raz szłam tą drogą. Tuż obok mnie stanęło auto. Robiło wrażenie, było piękne. Jechało wolno tak, aby było w moim tempie. Szyba się rozsunęła, a w niej ujrzałam bardzo przystojnego, brązowookiego chłopaka z powalającym uśmiechem. 
-Cześć ślicznotko -zwrócił się do mnie anielskim głosem -Może cię podwieźć? -zapytał ciągle nie spuszczając ze mnie wzroku. 
-Nie dzięki. Przejdę się. -Rzuciłam i wbiłam wzrok w drogę przede mną.
-No chodź przecież nie gryzę. -Zignorowałam jego prośby i szłam pewnym krokiem przed siebie. -Nie to nie. Twoja strata. -Puścił mi oczko i z piskiem opon odjechał. Wywróciłam oczami i po paru minutach doszłam już pod szkołę, była wielka. Weszłam do środka przez wielkie, szklane drzwi, a oczy wszystkich powędrowały w moją stronę. Ludzie szeptali i wskazywali palcem na mnie. Nienawidzę być nowa.
-Hej piękna -usłyszałam głos za sobą i poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Obróciłam się na pięcie i nie patrząc kto to szczliłam tej osobie z liścia. Ujrzałam jakiegoś typa, chyba w moim wieku.
-Ostra, lubię takie -powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-Pierdol się -splunęłam.
-Z tobą? Bardzo chętnie. -Kopnęłam go w krocze i odeszłam zostawiając go tam. Co to za szkoła? Doszłam do szafek i odnalazłam swoją z numerem 287. Otworzyłam ją i wrzuciłam do niej niepotrzebne książki. Właśnie zadzwonił dzwonek, spojrzałam na plan i szybko pobiegłam pod klasę w której miałam matematykę. Szarpnęłam za klamkę i z hukiem wpadłam do klasy. Znów wszyscy mnie obserwowali.
-No ładnie -usłyszałam głos nauczyciela -Pierwszy dzień w nowej szkole i już spóźniona.
-Przepraszam -mruknęłam, a nauczyciel pokręcił głową.
-Zajmij wolne miejsce. -Skinęłam głową i rozejrzałam się. Była jedna wolna ławka, przed ostatnia. Podeszłam do niej i usiadłam, wyjęłam zeszyt i książkę.
-Znów się spotykamy -poznałam ten głos. Obróciłam się i ujrzałam brązowookiego, którego widziałam dziś rano.
-Super -powiedziałam sarkastycznie i zwróciłam się w stronę tablicy na której nauczyciel rozwiązywał równania. Ten koleś za mną naprawdę mnie irytował. Myślał, że może mieć każdą? Ha ha. Ze mną nie jest tak łatwo. On należy do takich którzy naprawdę mnie denerwują. Przejmują się tylko sobą i swoim wyglądem. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek informujący o przerwie. Te 45 minut minęły bardzo szybko. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.
-,,Przepraszamy uczących mamy ważny komunikat -usłyszałam głos w szkolnym radiu -Dzisiejsze lekcje zostają odwołane. Życzymy miłego dnia. -Wszyscy zaczęli krzyczeć i cieszyć się. Mi było wszystko jedno. Zabrałam swoje rzeczy i opuściłam budynek. Przed szkołą stał ten sam chłopak którego widziałam rano, a potem na matematyce, rozmawiał z kolegą. Wskazali na mnie palcem i przybili sobie piątkę. Odwróciłam swój wzrok i poszłam dalej. Nie miałam ochoty wracać do swojego, wielkiego i pustego domu, więc postanowiłam iść na miasto. Wsadziłam do uszu słuchawki które wcześniej podłączyłam do iPhona i puściłam muzykę, tak droga strasznie szybko minęła. Znalazłam lodziarnię i zamówiłam w niej loda, zapłaciłam i usiadłam na fontannę przed sklepem. Gdy skończyłam jeść powycierałam buzię i wstałam z miejsca. Sprawdziłam godzinę w telefonie: 17:00. Wolnym krokiem przeszłam mały deptak który prowadził do mojego domu. Szpilka utknęła mi w szparze chodnika, a gdy spróbowałam ją wyjąć złamała się.
-Kurwa -przeklnęłam i zdjęłam zniszczonego buta. Już do niczego się nie nadawał, a była to moja ulubiona para obuwia. Usłyszałam chichot. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak mojego ukochanego kolegę. (Wyczujcie ten sarkazm) -Czy ty mnie śledzisz? -zapytałam i położyłam ręce pod boki.
-Nie -powiedział stanowczo i o krok zbliżył się.
-Czego chcesz?
-Niczego. To nie moja wina, że akurat tędy przechodziłem.
-Debil -burknęłam i gdy chciałam odejść zostałam przygnieciona do małego murku z grafitii.
-Jak mnie nazwałaś? -zapytał chłopak z groźną miną. Zdenerwowałam go.
-Debilem -uśmiechnęłam się,a on mocniej ścisnął moje nadgarstki. Syknęłam z bólu i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Wytłumaczę ci coś. Nigdy, przenigdy nie nazywaj mnie tak, bo nie chciałbym być wtedy w twojej skórze. To ja tu ustalam reguły i rozdaję karty, a ty lepiej się nie stawiaj, suko. Jesteś nikim w porównaniu ze mną. W szkole jestem najpopularniejszym chłopakiem, a ty? Jesteś nową uczennicą która nikogo nic nie obchodzi. Nikt cię nie zna i nie lubi, nigdy nie znajdziesz przyjaciół w tej szkole więc lepiej bądź grzeczną dziewczynką i nie szukaj zaczepki! -Powiedział, a raczej krzyknął i poluzował uścisk. Nie czekając dłużej wyrwałam się mu i uciekłam. Szybko biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na przechodnich którzy wytykali mnie palcami. Nie dziwię się im. Biegłam bez jednego buta. Zaczęłam powoli nienawidzić tego miasta, tej szkoły, a w szczególności tego pojebanego chłopaka. Co on sobie myśli? Za kogo on się uważa? Co mnie to interesuję, że jest najpopularniejszy w szkole? Zaczęłam się trochę go bać i na pewno będę go unikać, nie mam zamiaru widywać go i przebywać z nim. Zdyszana dobiegłam pod swój dom. Wbiegłam na posesję i otworzyłam zamek w drzwiach. Zamknęłam je za sobą i od razu poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam czyste ubrania i założyłam je na siebie. Wzięłam do ręki zepsute buty i zeszłam na dół do kuchni i wrzuciłam obuwie do śmietnika.
-Pa, pa buciki -powiedziałam i zamknęłam szafkę kubełek.
______________________
Jest pierwszy rozdział. Jak wam się podoba, komentujcie. :D

piątek, 27 września 2013

Bohaterowie

Bohaterowie:


Selena Gomez -Piękna, 19 latka. Jest milionerką lecz nie zależy jej na pieniądzach. Przeprowadza się do Los Angeles. Czy tu znajdzie prawdziwych przyjaciół, a co ważniejsze miłość?


Justin Bieber - Przystojny chłopak, 19 lat, wielki bogacz któremu bardzo zależy na kasie, rozpieszczony, każda dziewczyna się za nim ogląda co mu schlebia i sprawia przyjemność. Czy zwiąże się z kimś na dłużej?


Cody Simpson -19 lat, najlepszy kumpel Justina, który tak jak on jest rozpieszczonym bogaczem. Przyjaźnią się już od dzieciństwa. Lubi imprezować i flirtować z dziewczynami. Jeździ na desce.