poniedziałek, 30 września 2013

2 Rozdział

2 Rozdział

Oczami Justina:
-Spierdoliłeś! -krzyknął Cody i podrapał się po karku. 
-Jak bym nie wiedział, ale ta szmata mnie wkurwia. -Wytłumaczyłem.
-Musisz to naprawić. Przeproś ją. -Wytrzeszczyłem na niego oczy. Ja Justin Bieber mam przepraszać jakąś laskę?
-Pojebało cię? Nie będę jej przepraszał! 
-To co z naszym zakładem? - zapytał, a ja wywróciłem oczami.
-Zrobię to, ale na pewno jej nie przeproszę -upierałem się.
-Jak wolisz, tylko nic nie schrzań. -Przybiliśmy żółwika i wyszedłem z jego domu. Wsiadłem do auta i ruszyłem z piskiem opon. Jechałem 150 km/h więc szybko byłem pod dom. Zaparkowałem samochód w garażu i wszedłem do środka. Najpierw wszedłem do pokoju, a następnie z niego do łazienki. Od razu zdjąłem ubrania i wsunąłem się pod prysznic. Dokładnie umyłem ciało, a później włosy. Powycierałem się ręcznikiem i założyłem dresy, powycierałem włosy i zostawiłem je w nieładzie, wbiegłem do sypialni i rzuciłem się na miękkie łóżko. Dużo myślałem o Sel i o tym jak wypełnić zakład, a później zasnąłem.
Rano obudził mnie mój iPhon, ktoś ciągle do mnie dzwonił. Leniwie wyciągnąłem się na łóżku i chwyciłem za urządzenie. Przejechałem palcem po ekranie i odebrałem.
/Rozmowa/
-Halo? -powiedziałem zaspanym głosem.
-Stary, czekam pod twoim domem i wale w te cholerne drzwi. Rusz dupę bo spóźnimy się do szkoły! -nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo Cody rozłączył się. Szkoła? To już ta godzina? Zerknąłem na wyświetlacz 7:55.
-Kurwa! -krzyknąłem i zerwałem się na równe nogi. W pośpiechu się ubrałem i postawiłem włosy na żel. Zbiegłem ze schodów chowając po drodze iPhona do kieszeni. Pchnąłem drzwi wejściowe i wpadłem prosto na Codyego.
-Sory -burknąłem i przybiliśmy sobie piątkę. Weszliśmy do jego auta i szybko dojechaliśmy pod szkołę. Było już chyba dawno po dzwonku, bo korytarze były puste. Miałem teraz historię, a Cody biologię więc machnąłem mu ręką i pobiegłem do szafek po rzeczy, wziąłem podręczniki i poszedłem na 3 piętro gdzie odbywała się lekcja historii. Otworzyłem drzwi i na luzie wszedłem do środka. Nauczyciel posłał mi groźne spojrzenie i wstał z fotela.
-Panie Bieber -zaczął -liczę na to, że ma pan jakieś dobre wytłumaczenie pańskiego spóźnienia się?
-Jak zawsze -burknąłem, a on westchnął.
-Do dyrektora -wskazał palcem na drzwi, obróciłem się i chwyciłem za klamkę, lecz pan Hamilton jeszcze nie skończył. -Selena pójdzie z tobą, abyś czasem nie zabłądził.
-Co?! -krzyknęła oburzona dziewczyna. -No dobrze -poddała się, wstała z krzesła i podeszła do mnie. Puściłem ją przodem i zamknąłem za nami drzwi.

Oczami Seleny:
Gdy szliśmy ciągle czułam wzrok Biebera na sobie. W końcu coś o nim wiem, ma na nazwisko Bieber. Zauważyłam, że chłopak w pewnym momencie stanął i oparł się o ścianę.
-Idziesz? -zapytałam lecz on nie odpowiedział. Podeszłam do niego tak, aby stać naprzeciw. - Idziemy? -powtórzyłam pytanie, a jego wzrok zatrzymał się na mnie.
-Nie -powiedział oschle.
-Ale.... -zaczęłam, lecz chłopak obrócił się i mnie postawił pod ścianą. Naparł swoim ciałem na mnie uniemożliwiając mi wykonania żadnego ruchu. Przypomniała mi się sytuacja z wczoraj, myślałam, że znów będzie na mnie krzyczeć lub coś, ale nie było tak. Przygryzł lekko moje ucho.
-Nie idziemy do dyrektora -wyszeptał łagodnie i lekko popchał mnie w powrotną stronę. Teraz on szedł pierwszy. Otworzył drzwi do klasy, a wszyscy spojrzeli na nas odrywając swój wzrok od tablicy.
-I co? -zapytał nauczyciel.
-Mam się poprawić i więcej nie spóźniać. -wytłumaczył bez uczuciowo chłopak.
-Tak było? -pytanie padło do mnie. Bieber odwrócił się na pięcie i posłał mi mordercze spojrzenie.
-Tak -wydukałam. Nauczyciel kiwnął głową na znak, abyśmy wrócili na miejsca. Tak zrobiliśmy, gdy usiedliśmy zadzwonił dzwonek. Wszyscy zerwali się z krzeseł i spakowali książki do plecaków. Również ja. Jednym ruchem ręki wrzuciłam podręczniki do torby i jako ostatnia opuściłam klasę. Zza drzwi wyskoczył Bieber i pociągnął mnie za rękaw. Nie chciałam protestować, bo przyznam, że zaczęłam się go bać. Wyprowadził mnie tylnym wyjściem ze szkoły i trzasnął wielkimi drzwiami zamykając je. Zatrzymał się i odpalił papierosa. Zaciągnął się kilka razy i wystawił go w moim kierunku.
-Chcesz? -zapytał, a ja przecząco pokiwałam głową.Wzruszył ramionami i jeszcze kilkakrotnie się zaciągnął.
-Możesz mi powiedzieć co ode mnie chcesz? -zapytałam z podniesionym tonem. Chłopak rzucił peta na ziemię i przydeptał go butem.
-Nie podnoś na mnie głosu -powiedział spokojnie i zaczął iść w moim kierunku. Był coraz bliżej, odruchowo zaczęłam się cofać, aż natrafiłam na ścianę. Bieber podszedł bardzo blisko mnie tak, że nasz ciała dzieliły milimetry. Odwróciłam głowę w bok i zamknęłam oczy. Czekałam aż mnie uderzy za to, że uniosłam się do niego. Ujął moją twarz w dłonie i obrócił w swoją stronę. Lekko otworzyłam oczy. On wcale nie chciał mnie bić. -Nie będę cię bił. -Powiedział z uśmiechem. -Chciałem ci podziękować -wytrzeszczyłam na niego oczy. On sobie ze mnie kpi? -Dziękuję, że nie wydałaś mnie przed Hamiltonem. Oszczędziłaś mi godzinnego kazania -kącik moich ust uniósł się lekko do góry. -A teraz wracaj do szkoły -skinął na znak, abym sobie poszła.
-A ty? -nie wiem dlaczego zadałam mu to pytanie.
-Wracaj za nim zmienię zdanie. -Kiwnęłam głową i weszłam do budynku. Miałam mieć jeszcze dwie lekcje, lecz nie chciało mi się na nie iść. Wsadziłam pozostałe podręczniki do szafki i wyszłam ze szkoły. Mój iPhon zabrzęczał na znak, że dostałam SMS'a. Wyjęłam go i zaczęłam czytać.
Od: Nieznany
Dziś o 19 impreza u Codyego na Manor Drive 122
Chyba nie znam żadnego Codyego, ale postanowiłam, że pójdę. To dobra okazja do poznania kogoś i do zabawienia się.

sobota, 28 września 2013

1 Rozdział

1 Rozdział 

Nazywam się Selena Gomez i mam 18 lat. Niestety nie mam przyjaciół. Tydzień temu przeprowadziłam się tu do Los Angeles i nikogo jeszcze nie znam. Dzisiaj idę pierwszy raz do tutejszej szkoły i powiem szczerze, że bardzo się denerwuję. Mam nadzieję, że tu moje życie będzie wyglądać inaczej, w poprzedniej szkole miałam samych fałszywych przyjaciół którzy interesowali się tylko moimi pieniędzmi. Tak, jestem milionerką, ale nie zależy mi na pieniądzach. Moi rodzice nigdy nie mają dla mnie czasu, bo ciągle są zajęci swoją pracą i rzadko widuję ich w domu. Wychodzą wcześnie rano, a wracają późno wieczorem, a czasem nawet w nocy. Już jako mała dziewczynka musiałam się usamodzielnić, bo było tak samo. Tłumaczyli mi zawsze, że to po to, aby żyło się nam dobrze i bez żadnych ograniczeń, lecz jak dla mnie i przesadzali. 
Mój budzik zadzwonił, a ja jednym ruchem ręki wyłączyłam go. Odrzuciłam z siebie kołdrę i leniwie zwlokłam się z łóżka. Zaścieliłam je i pomaszerowałam do łazienki, która znajdowała się w moim pokoju,  zsunęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic w którym puściłam ciepłą wodę która muskała moje ciało. Nasmarowałam się żelem kokosowym i wtarłam go delikatnie. Włosy wymyłam szamponem malinowym i cała się spłukałam. Powycierałam się moim bawełnianym, puchatym ręcznikiem i założyłam czystą bieliznę. Weszłam do wielkiej garderoby i wybrałam ubrania, które szybko założyłam. Przy toaletce zrobiłam lekki makijaż i pofalowałam włosy, które wcześniej dokładnie wysuszyłam. Zawiesiłam torbę na ramię i zeszłam na dół. Nie byłam głodna więc wzięłam tylko batonika i wyszłam z domu. Zakluczyłam go i ruszyłam drogą do szkoły. Nie mogłam się tu odnaleźć, trochę błądziłam bo pierwszy raz szłam tą drogą. Tuż obok mnie stanęło auto. Robiło wrażenie, było piękne. Jechało wolno tak, aby było w moim tempie. Szyba się rozsunęła, a w niej ujrzałam bardzo przystojnego, brązowookiego chłopaka z powalającym uśmiechem. 
-Cześć ślicznotko -zwrócił się do mnie anielskim głosem -Może cię podwieźć? -zapytał ciągle nie spuszczając ze mnie wzroku. 
-Nie dzięki. Przejdę się. -Rzuciłam i wbiłam wzrok w drogę przede mną.
-No chodź przecież nie gryzę. -Zignorowałam jego prośby i szłam pewnym krokiem przed siebie. -Nie to nie. Twoja strata. -Puścił mi oczko i z piskiem opon odjechał. Wywróciłam oczami i po paru minutach doszłam już pod szkołę, była wielka. Weszłam do środka przez wielkie, szklane drzwi, a oczy wszystkich powędrowały w moją stronę. Ludzie szeptali i wskazywali palcem na mnie. Nienawidzę być nowa.
-Hej piękna -usłyszałam głos za sobą i poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Obróciłam się na pięcie i nie patrząc kto to szczliłam tej osobie z liścia. Ujrzałam jakiegoś typa, chyba w moim wieku.
-Ostra, lubię takie -powiedział z cwanym uśmieszkiem.
-Pierdol się -splunęłam.
-Z tobą? Bardzo chętnie. -Kopnęłam go w krocze i odeszłam zostawiając go tam. Co to za szkoła? Doszłam do szafek i odnalazłam swoją z numerem 287. Otworzyłam ją i wrzuciłam do niej niepotrzebne książki. Właśnie zadzwonił dzwonek, spojrzałam na plan i szybko pobiegłam pod klasę w której miałam matematykę. Szarpnęłam za klamkę i z hukiem wpadłam do klasy. Znów wszyscy mnie obserwowali.
-No ładnie -usłyszałam głos nauczyciela -Pierwszy dzień w nowej szkole i już spóźniona.
-Przepraszam -mruknęłam, a nauczyciel pokręcił głową.
-Zajmij wolne miejsce. -Skinęłam głową i rozejrzałam się. Była jedna wolna ławka, przed ostatnia. Podeszłam do niej i usiadłam, wyjęłam zeszyt i książkę.
-Znów się spotykamy -poznałam ten głos. Obróciłam się i ujrzałam brązowookiego, którego widziałam dziś rano.
-Super -powiedziałam sarkastycznie i zwróciłam się w stronę tablicy na której nauczyciel rozwiązywał równania. Ten koleś za mną naprawdę mnie irytował. Myślał, że może mieć każdą? Ha ha. Ze mną nie jest tak łatwo. On należy do takich którzy naprawdę mnie denerwują. Przejmują się tylko sobą i swoim wyglądem. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek informujący o przerwie. Te 45 minut minęły bardzo szybko. Spakowałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy.
-,,Przepraszamy uczących mamy ważny komunikat -usłyszałam głos w szkolnym radiu -Dzisiejsze lekcje zostają odwołane. Życzymy miłego dnia. -Wszyscy zaczęli krzyczeć i cieszyć się. Mi było wszystko jedno. Zabrałam swoje rzeczy i opuściłam budynek. Przed szkołą stał ten sam chłopak którego widziałam rano, a potem na matematyce, rozmawiał z kolegą. Wskazali na mnie palcem i przybili sobie piątkę. Odwróciłam swój wzrok i poszłam dalej. Nie miałam ochoty wracać do swojego, wielkiego i pustego domu, więc postanowiłam iść na miasto. Wsadziłam do uszu słuchawki które wcześniej podłączyłam do iPhona i puściłam muzykę, tak droga strasznie szybko minęła. Znalazłam lodziarnię i zamówiłam w niej loda, zapłaciłam i usiadłam na fontannę przed sklepem. Gdy skończyłam jeść powycierałam buzię i wstałam z miejsca. Sprawdziłam godzinę w telefonie: 17:00. Wolnym krokiem przeszłam mały deptak który prowadził do mojego domu. Szpilka utknęła mi w szparze chodnika, a gdy spróbowałam ją wyjąć złamała się.
-Kurwa -przeklnęłam i zdjęłam zniszczonego buta. Już do niczego się nie nadawał, a była to moja ulubiona para obuwia. Usłyszałam chichot. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego jak mojego ukochanego kolegę. (Wyczujcie ten sarkazm) -Czy ty mnie śledzisz? -zapytałam i położyłam ręce pod boki.
-Nie -powiedział stanowczo i o krok zbliżył się.
-Czego chcesz?
-Niczego. To nie moja wina, że akurat tędy przechodziłem.
-Debil -burknęłam i gdy chciałam odejść zostałam przygnieciona do małego murku z grafitii.
-Jak mnie nazwałaś? -zapytał chłopak z groźną miną. Zdenerwowałam go.
-Debilem -uśmiechnęłam się,a on mocniej ścisnął moje nadgarstki. Syknęłam z bólu i pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.
-Wytłumaczę ci coś. Nigdy, przenigdy nie nazywaj mnie tak, bo nie chciałbym być wtedy w twojej skórze. To ja tu ustalam reguły i rozdaję karty, a ty lepiej się nie stawiaj, suko. Jesteś nikim w porównaniu ze mną. W szkole jestem najpopularniejszym chłopakiem, a ty? Jesteś nową uczennicą która nikogo nic nie obchodzi. Nikt cię nie zna i nie lubi, nigdy nie znajdziesz przyjaciół w tej szkole więc lepiej bądź grzeczną dziewczynką i nie szukaj zaczepki! -Powiedział, a raczej krzyknął i poluzował uścisk. Nie czekając dłużej wyrwałam się mu i uciekłam. Szybko biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na przechodnich którzy wytykali mnie palcami. Nie dziwię się im. Biegłam bez jednego buta. Zaczęłam powoli nienawidzić tego miasta, tej szkoły, a w szczególności tego pojebanego chłopaka. Co on sobie myśli? Za kogo on się uważa? Co mnie to interesuję, że jest najpopularniejszy w szkole? Zaczęłam się trochę go bać i na pewno będę go unikać, nie mam zamiaru widywać go i przebywać z nim. Zdyszana dobiegłam pod swój dom. Wbiegłam na posesję i otworzyłam zamek w drzwiach. Zamknęłam je za sobą i od razu poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam czyste ubrania i założyłam je na siebie. Wzięłam do ręki zepsute buty i zeszłam na dół do kuchni i wrzuciłam obuwie do śmietnika.
-Pa, pa buciki -powiedziałam i zamknęłam szafkę kubełek.
______________________
Jest pierwszy rozdział. Jak wam się podoba, komentujcie. :D

piątek, 27 września 2013

Bohaterowie

Bohaterowie:


Selena Gomez -Piękna, 19 latka. Jest milionerką lecz nie zależy jej na pieniądzach. Przeprowadza się do Los Angeles. Czy tu znajdzie prawdziwych przyjaciół, a co ważniejsze miłość?


Justin Bieber - Przystojny chłopak, 19 lat, wielki bogacz któremu bardzo zależy na kasie, rozpieszczony, każda dziewczyna się za nim ogląda co mu schlebia i sprawia przyjemność. Czy zwiąże się z kimś na dłużej?


Cody Simpson -19 lat, najlepszy kumpel Justina, który tak jak on jest rozpieszczonym bogaczem. Przyjaźnią się już od dzieciństwa. Lubi imprezować i flirtować z dziewczynami. Jeździ na desce.